niedziela, 13 listopada 2016

3. Przysięga zemsty

— To było trochę zbyt emocjonalne, nawet jak na ciebie Severusie. Doprawdy, nie pamiętasz, że sam robiłeś w ich wieku podobne rzeczy?
Severus doszedł do dwóch wniosków, po nakryciu nastolatków w schowku z miotłami; po pierwsze, że to był jeden z najobrzydliwszych widoków w jego życiu, po drugie, że lepiej nie patrolować z Lacertą korytarzy.
— Wypraszam sobie z nikim nie migdaliłem się w schowkach na miotły – odwarknął, patrząc na Krukonkę z odrazą. – Poza tym ta dziewczyna straciła niedawno rodziców.
Kobieta wzruszyła ramionami.
— Każdy ma swoje sposoby na radzenie sobie ze stresem – powiedziała lekko. – A co do ciebie, to w schowku może się nie migdaliłeś, ale z tego co pamiętam, kiedyś w sali eliksirów…
— Lepiej dla ciebie, żebyś nie kończyła tego zdania, Lovegood.
W głębi duszy wierzył, że zapomniała o tym incydencie. Wcale nie całował się specjalnie z tą dziewczyną, to raczej ona rzuciła się na niego, a co najciekawsze również nie spodziewała się, że pocałuje właśnie jego.
Severus zawsze kochał się uczyć i równie mocno cenił sobie przekładanie zdobytych informacji na praktykę. Slughorn, który był jego nauczycielem Eliksirów, dość swobodnie podchodził do kwestii nauczania. Miał swój Klub Ślimaka, a prymusom z jego przedmiotu, pozwalał nawet korzystać ze swojej klasy w co drugi weekend. Severus zawsze ochoczo korzystał z tej możliwości, przyrządzając różnorakie eliksiry.
Któregoś dnia z powodzeniem zrobił Wielosokowy i niewiele myśląc, ukradł włosy pierwszemu lepszemu chłopakowi. Znalezienie choćby jednego włosa Erika Trowleya nie było zbyt wielkim wyczynem, tym bardziej, że wspomniany chłopak był wówczas jego współlokatorem.
Korzystając więc ze sposobności, wziął kilka włosów na własność i eksperymentował. Pech chciał, że gdy przemiana już nastąpiła, natknął się na dziewczynę Erika. Rose zawzięcie szukała swojego chłopaka i wtedy… no cóż, pomyliła go z nim.
To był pierwszy pocałunek Severusa, znajdował się wówczas na piątym roku w Hogwarcie. Pocałunek ten wywarł na nim tak ogromne wrażenie, iż nie mógł wydusić słowa. Spojrzał na Rose zupełnie jakby nigdy wcześniej jej nie widział.
— Co się stało, Eryku?
Severus nigdy nie zapomniał wyrazu jej twarzy w chwili, gdy wypowiadała te słowa. Patrzyła na niego jak na ósmy cud świata, a jej głos wyrażał lekkie zaniepokojenie, jakby domyśliła się, że zrobiła coś niewłaściwego. Nikt do tej chwili tak na niego nie patrzył. Nigdy.
Wtedy przypomniał sobie, że tak naprawdę ona nie wie, że to on i cała ekscytacja związana z tym wydarzeniem całkowicie go opuściła. Nie odezwał się do stojącej przed nim blondynki o niebieskich oczach i zawadiackim uśmieszku. Po prostu nie potrafił. Niewiele myśląc nad konsekwencjami popchnął ją w bok, a następnie uciekł do najbliższej łazienki z ciężko bijącym sercem.
Na pewno jeśli kiedykolwiek wyobrażał sobie swój pierwszy pocałunek, to nie tak powinien on wyglądać. Pamiętał do dziś, jak siedział w jednej z kabin około godzinę, czekając, aż eliksir przestanie działać.
Zawsze wyobrażał sobie, że jednak uda mu się zdobyć serce Lily. To z nią chciał się pierwszy raz pocałować. Właściwie to w czasie swojej nauki w Hogwarcie w ogóle nie oglądał się za innymi dziewczynami. Uznawał, że żadna z nich nie dorasta jej do pięt.
Lacerta była jedyną osobą, której o tym powiedział. Czuł, że takiego wydarzenia nie może zachować sam dla siebie, a któż inny mógłby go wysłuchać? Nie był zbyt towarzyskim gościem, a to całe zgorzknienie, zamknięcie w sobie oraz nieokazywanie emocji pojawiło się dopiero, gdy ukończył swoje kształcenie. Obawiał się co prawda, że Krukonka go wyśmieje, ale zaskoczyła go:
— Każdy inny chłopak by ci zazdrościł – stwierdziła z kamienną twarzą. – Rose Abbey to całkiem ładna dziewczyna, Erik jest szczęściarzem. W dodatku całkiem mądra i pożyteczna z niej istota – poklepała go po ramieniu, a następnie dodała wyniosłym tonem. – Chroń to wspomnienie, przynajmniej pojawiło się w końcu coś optymistycznego w twojej marnej egzystencji.
Severus prychnął rozbawiony, doskonale pamiętał, co wówczas odpowiedział.
— To było dawno temu i nieprawda, nie widzę sensu w wypominaniu mi tego – powiedział, wyrywając się ze wspomnień. – Dobrze, że w przeciwieństwie do mnie, ty miałaś udane życie miłosne ze swoim Lucjuszem Malfoyem.
Trafił w czuły punkt. Mimo że szkolne czasy już przeminęły, Lacerta wyprostowała się jak struna. Widać było, że ma za złe, iż o tym wspomniał.
— Okazałam się głupia i naiwna, tak, miałeś rację i jak się z tym czujesz?
— Wspaniale – w jego głosie nie dało się nie zauważyć triumfu.
Lacerta zamyśliła się. Usiadła na najbliższym fotelu w pokoju Severusa, po czym splotła dłonie. Przez chwilę dało się słyszeć jedynie trzask palonego drewna w kominku. W świetle ognia skóra kobiety zdawała się kredowobiała.
— Boję się spotkania z moim bratem – powiedziała w końcu. – Ksenofilus raczej nie powita mnie z otwartymi ramionami.
Severus nie dziwił się obawom blondynki. Przez swoje uczucie do Lucjusza Malfoya omal nie została Śmierciożercą. Ksenofilus wraz z resztą rodziny wyrzekli się jej, gdy tylko doszło do nich, jak złym człowiekiem był Lucjusz. Ich relacji nie można było w żadnym wypadku nazwać związkiem. Lacerta stała się raczej zabawką do chwili, gdy Lucjusz nie ożenił się z Narcyzą.
— Zrobisz to, co uznasz za stosowne – odrzekł po chwili. – Może coś zmieniło się w tej materii. Wszyscy w końcu myśleli, że nie żyjesz.
Lacerta prychnęła, patrząc na Severusa z politowaniem.
— Cieszyli się z tej śmierci, wiem o tym. Jaka jest Luna?
To pytanie zaskoczyło Severusa. Gdy Lacerta zapadła się pod ziemię, Luny Lovegood jeszcze nie było nawet na świecie. Mimo wszystko odpowiedział:
— Skóra zdjęta z ojca, niestety. Ksenofilus wbił tej dziewczynie do głowy mnóstwo bzdur. O dziwo jest całkiem znośna z Eliksirów, co uważam za cud, biorąc pod uwagę, że cały czas sprawia wrażenie odciętej od rzeczywistości. Choć z drugiej strony, to raczej u was rodzinne.
Lacerta uśmiechnęła się krzywo i potarła dłonie, zupełnie jakby chciała je ogrzać.
— Boje się, Severusie – powiedziała znów. – Nie sądzę jednak, abym mogła uniknąć własnej bratanicy. Z pewnością będę ją uczyć.
— Nie sądzę, aby mała Lovegood była kłopotem. To dość posłuszna dziewczyna. Łatwo możemy ją zmanipulować. Nie powie o twoim istnieniu Ksenofiliusowi.
Lacerta pokiwała głową w zamyśleniu, po czym podniosła się z fotela.
— Robi się późno – westchnęła. – Lepiej jak już pójdę do siebie.
Chciał zapytać Lacertę o naprawdę wiele rzeczy. Nie widzieli się w końcu tyle lat. Jak to możliwe, że udało jej się całkowicie ukryć własne istnienie? Dlaczego zapadła się pod ziemię? Czy ujawnianie swojej obecności właśnie teraz, nie okaże się zbyt ryzykowne? Nie przyznawał się do tego przed nikim, ale w głowie miał prawdziwy mętlik. Zadawanie miliona pytań nie było jednakże w jego stylu, więc powstrzymał się.
Odprowadził Lacertę do drzwi, a następnie udał się do swojego laboratorium, aby nadrobić trochę zaległości w eliksirach. Czuł, że każdy kolejny dzień okaże się coraz trudniejszy do przeżycia.
Do około drugiej w nocy ważył przeróżne mikstury. W końcu uznał, że czas odpocząć. Wrócił się jeszcze raz do salonu w celu zgaszenia kominka. Nagle jego uwagę przykuła niewielka, biała karteczka, która została wetknięta pod cukierniczkę. Sam nie lubił słodzić herbaty, lecz Lacerta była prawdziwie uzależniona od tego składnika.
Uniósł brwi wyraźnie zaskoczony, a następnie wyjął i przeczytał:
„Twoje ściany mogą mieć uszy, Severusie. Nie wolno mi na razie zbyt wiele zdradzić. Dobranoc.”
Westchnął, bez słowa spalając całą karteczkę, po czym udał się do łóżka.

SSS
Weekend nie należał do ulubionej części tygodnia Severusa. Dzieciak nie miały wówczas lekcji, a to oznaczało ciągłe wałęsanie się po korytarzach i sianie jeszcze większego spustoszenia. Ciągłe wrzaski, bieganie, bezmyślne używanie czarów. Severus cieszył się, że w najbliższym czasie to nie on musiał patrolować korytarze.
Korzystając z chwili wytchnienia, postanowił jeszcze raz przyjrzeć się planom Hogwartu. Na szlabanach z Potterem, nie mógł poświęcić temu zbyt wiele uwagi. To co go zaskoczyło, to fakt, że Potter znów wpadł w stan wyciszenia. Ku wielkiemu rozczarowaniu Severusa, nie miał za bardzo powodów do odbierania punktów Gryffindorowi. Potter sumiennie i starannie wypełniał powierzone mu zadania, a raz powiedział mu nawet „do widzenia” z uśmiechem na twarzy, co wprawiło Severusa w swojego rodzaju konsternację.
Coś wyraźnie było nie tak.
Nie chciał jednak zbytnio o tym teraz myśleć.
Zajął się znów planami, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Obawiając się, że to może dyrektor, wstał i otworzył:
— Możemy się przejść? – Lacerta zdawała się dziś tryskać optymizmem. – Widziałam Lunę, doprawdy cudowna z niej dziewczynka.
Severus nie odpowiedział, ale mimo wszystko wpuścił ją do środka.
Włosy miała dziś upięte w staranny kok, a jej talię opinała dopasowana błękitna suknia do ziemi, na ramiączkach, z delikatnie wyciętym dekoltem. Po charakterystycznym stukaniu rozpoznał, że kobieta założyła dzisiaj szpilki. Wyraźnie jednak widział bliznę na szyi, która w żaden sposób nie została zatuszowana, zupełnie tak, jakby Lacerta była dumna z jej posiadania.
— Myślałem, że po ostatnim razie, nie będziesz chciała rozmawiać – powiedział wreszcie.
W oczach Lacerty pojawiło się zrozumienie. Wzruszyła ramionami.
— Odnosiło się to jedynie do możliwych pytań z twojej strony.
— Naprawdę myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty niż zastanawianie się, co się z tobą działo? Nie schlebiaj sobie.
Lacerta zaśmiała się serdecznie i położyła dłoń na jego lewym ramieniu, co raczej nie było zbyt pożądane.
Severus spojrzał na nią wymownie, a ta natychmiast opuściła dłoń. Nie usiadła na jednym z foteli przed kominkiem jak ostatnim razem. Cały czas stała na wprost niego, oblepiając go tym rozmarzonym, trochę nieobecnym spojrzeniem.
Za czasów nauki w Hogwarcie Lacerta oraz Severus nie byli przyjaciółmi. Severus właściwie z nikim się nie przyjaźnił, raczej obserwował. A mimo wszystko jego relację z Lacertą można było uznać za dobre. Nie zwierzali się sobie ze wszystkiego, potrafili milczeć całymi godzinami we własnym towarzystwie. A jednak okazała się to najlepsza ze wszystkich znajomości, jakie kiedykolwiek zawarł. Nic więc dziwnego, że nagłe zniknięcie Lovegood, dość nim wstrząsnęło. Znów poczuł się niezwykle samotny.
Teraz gdy okazało się, że jednak żyje, a w dodatku pracują razem, poczuł się trochę lepiej. Nawet w chwilach milczenia było coś na swój sposób kojącego.
— Może faktycznie lepiej porozmawiać na neutralnym gruncie – odezwała się wreszcie, wyrywając go z zamyślenia. – Przejdziemy się na błonia? – zaproponowała trochę nieśmiało.
Severus bez słowa wyszedł na korytarz, nie czekając, aż Lovegood go dogoni. W milczeniu przeszli przez korytarze, aby po chwili znaleźć się na szkolnych błoniach.
Słońce schowało się za chmurami i wiał dość silny wiatr. W powietrzu dało się wyczuć nadchodzącą jesień. Liście zaczęły opadać na ziemię, mieniąc się dziesiątkami kolorów. Paru uczniów biegło właśnie w stronę wejścia do szkoły, opatulając się rękoma. Byli praktycznie sami.
— Luna to naprawdę cudowne dziecko – powiedziała, żeby zacząć jakoś rozmowę. – Bardziej przypomina matkę aniżeli Ksenofiliusa. Mój brat to drań.
— Zaciągnęłaś mnie tutaj, aby rozmawiać o swojej bratanicy? – Nie krył zaskoczenia. – Doprawdy, nie sądziłem, że jesteś aż tak sentymentalna.
— Nie o to chodzi – zaprzeczyła. – Po prostu praca w tej szkole będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem… cieszę się, że chociaż z Luną nie będzie problemu.
Severus doskonale wiedział, jakie trudności mogły czekać na Lacertę w szkole. Na samą myśl uśmiechnął się złośliwie.
— Jak ci się podoba Granger? – zadanie tego pytania było dla niego prawdziwą przyjemnością. Nie zawiódł się, obserwując reakcję swojej towarzyszki.
— Nie lubią jej i dobrze o tym wiesz – warknęła ze złością. – Jest okropnie przemądrzała.
— Najmądrzejsza czarownica od czasów Ravenclaw. Niejednego Krukona to boli, ale ciebie szczególnie, prawda?
— Najmądrzejsza, też mi coś – fuknęła. – Nie będzie już taka wyszczekana, kiedy jej dam popalić na swoich zajęciach – uśmiechnęła się z lubością, a Severus odniósł niejasne wrażenie, że od tej pory to ona będzie drugim najsurowszym belfrem. Oczywiście zaraz po nim.
— Wciąż zależy ci na tym tytule. To dość dziecinne, nawet jak na ciebie – podsumował.
— Tak? A ty byś się cieszył, jeśli odebrano by ci tytuł Mistrza Eliksirów?
To pytanie nie wymagało odpowiedzi. Zamiast tego Severus wolał poruszyć inną kwestię, która go dręczyła.
— Co się z tobą działo przez te wszystkie lata? Byłem pewien, że umarłaś – starał się nie nadać zbytnich emocji tym słowom.
Uśmiechnęła się delikatnie i odgarnęła z twarzy kosmyki włosów.
— Wybacz. Mimo walki po dobrej stronie, byłam podejrzana o pomaganie Śmierciożercom. To przez Lucjusza. Sam mnie wkopał, dzięki temu oczyszczając się ostatecznie z zarzutów. Byłam głupia, darząc go uczuciem i gdybym tylko otrząsnęła się w porę, wszystko wyglądało by inaczej. Spędziłam dwa lata w Azkabanie, a potem pomógł mi Dumbledore. On wiedział od samego początku, że można mi ufać. Po wyjściu z więzienia musiałam od razu wyjechać z Wielkiej Brytanii. Zaczęłam prowadzić całkiem znośne życie w Polsce. Polscy czarodzieje to dość… specyficzna społeczność. Doprawdy genialnie potrafią się maskować, żyjąc wśród Mugoli. Myślałam, że do końca życia będę skazana na wygnanie. Dotarły do mnie jednak słuchy o zbliżającej się kolejnej wojnie. Przyjechałam natychmiast. Nie mogłam was z tym wszystkim zostawić. Niestety mój powrót w rodzinne strony, po raz kolejny wzbudził podejrzenia w Ministerstwie Magii. Dość długo mnie przesłuchiwali.
— Dlaczego zamknęli cię w klatce? – nie mógł powstrzymać tego pytania.
Lacerta znów się uśmiechnęła, wyraźnie rozbawiona.
— Powiedźmy, że nie jestem zbyt uległa i nie chciałam spełnić wszystkich wymogów, jakie postawili mi ludzie na wysokich stanowiskach. Praca w Hogwarcie to raczej przymus niż wolna wola. Ministerstwo cieszy się, że Dumbledore ma mnie na oku. Gdybym nie zgodziła się zostać, nie pozwoliliby mi na nowo osiedlić się w Anglii. Muszę znów wziąć udział w wojnie, Severusie.
— To zrozumiałe, że chcesz pomóc – odezwał się. – Jak mniemam Albus wtajemniczył również ciebie?
— Tak – odparła natychmiast. – W poniedziałek późnym wieczorem zostanę zaprzysiężona razem z Adamem Diggorym, będziesz?
Adam Diggory był nowym nauczycielem Mugoloznawstwa, czarodziej czystej krwi. Choć Severus nie przyznawał się do tego, żywił podziw, że ktoś, kto wychował się w rodzinie czarodziejów, uczy o Mugolach. To z pewnością musiało być dość trudnym zadaniem. Nie pamiętał go zbyt dobrze ze szkoły. Całkowicie ginął w tłumie, jako jeden z uczniów Hufflepuffu. Z tego co kojarzył, Adam był kuzynem Cedrika, choć równie dobrze ktoś mógłby go wziąć za ojca, bo teraz miał prawie trzydzieści pięć lat. Odkąd tu przybył ani razu ze sobą nie rozmawiali, chyba, że powiedzenie sobie „smacznego” na obiedzie w Wielkiej Sali, można uznać za dialog.
— Jestem na każdym spotkaniu Zakonu – odpowiedział. – To jeden z wielu moich obowiązków. Niestety kilku uczniów Hogwartu również do niego należy, przez co praca jest jeszcze bardziej uciążliwa. Hermiona Granger też jest członkinią, co jak podejrzewam, będzie dość kłopotliwe dla ciebie.
Lacerta głośno wciągnęła powietrze, a jej źrenice powiększyły się.
— Albus pozwolił jej dołączyć? To niedorzeczne!
— Niedorzeczne, ale prawdziwe. Biorąc pod uwagę, że jest całkiem oczytana, a w dodatku przyjaźni się z Potterem, trudno byłoby ją skreślić z listy. Może i jest przemądrzała, ale dość szybko uczy się przydatnych rzeczy, co w obecnej sytuacji zagrożenia wojną jest na wagę złota.
—  Pomaga ci w Eliksirach? – spytała wciąż ze wściekłą miną.
— Dzięki Bogu nie. Lubię pracować sam. Jej obecna funkcja w Zakonie to powstrzymywanie durnych pomysłów Pottera i Weasleya. Poza tym przyucza pozostałych uczniów, pomagając im opanować różne zaklęcia.
— Nawet nie wiesz, jak dobrze jest cię widzieć po dobrej stronie barykady – nagle zmieniła temat. – W czasie pierwszej wojny… obawiałam się, iż będę zmuszona z tobą walczyć.
Kąciki ust Severusa lekko drgnęły.
— Na szczęście nie mierzyliśmy się ze sobą. W innym wypadku naprawdę byś nie żyła, Lovegood.
— Wiem o tym – powiedziała cicho, lecz pewne.
Żadne z nich nie odważyło się żartować na ten temat. W czasach, gdy Severus znajdował się po stronie Voldemorta, okazał się prawdziwą maszyną do zabijania. Lacerta cieszyła się w głębi duszy, że kiedy nadejdzie ostateczna walka, Severus wykorzysta swoje umiejętności do uśmiercania popleczników Czarnego Pana.
— A jak ty sobie radzisz z tą sytuacją, Severusie?
Dobrze wiedział, o czym mówiła, nie musiał dopytywać. Wystarczyło jedynie spojrzeć w jej zmartwione, niebieskie oczy.
Lacerta objęła się lekko ramionami. Robiło się coraz zimniej. Silny wiatr rozwiewał im obu włosy.
— To już nie jest ta sama osoba. Myślę, że to dobrze, z pewnością ułatwia sprawę. Pogodziłem się z tym na dobre. Spotkały mnie w życiu znacznie gorsze rzeczy. Nie wiem czego ty i Minerwa się spodziewacie.
— Wiesz, że to było konieczne? – powiedziała ze smutkiem.
— Wiem bardziej niż ktokolwiek inny, Lacerto. Nie jestem już dzieckiem.
— Przepraszam. Nie powinnam pytać, to oczywiste, że sobie radzisz. Nikt inny nie okazałby się tak silny i zdecydowany jak ty.
— Słodzenie nic ci nie pomoże, wiesz?
Spuściła głowę wyraźnie zawstydzona tymi słowami. Milczeli, nie mając sobie już nic więcej do zakomunikowania. Ta cisza jednak nigdy nie stawała się dla nich krępująca.
Właśnie mieli wejść z powrotem do zamku, gdy ujrzeli wybiegającą z niego Pomfrey. Miała iście przerażony wzrok, a tempo w jakim stawiała kolejne kroki, wskazywał na to, że na sto procent stało się coś złego.
— Severusie, wszędzie cię szukam! – powiedziała zdyszana. – Nie wiem do kogo innego miałabym się zwrócić. Z panną Granger dzieje się coś niedobrego. Miota się i wykrzykuje na całe gardło przekleństwa! To musi być Czarna Magia!
Severus wraz z Lacertą niewiele myśląc rzucili się biegiem w kierunku zamku. Nie mieli zamiaru dłużej zwlekać, oboje kierowani przez Pomfrey.
Jak możliwe, że tak szybko to wszystko postępuje? Przecież od zabójstwa jej rodziców minęło zaledwie kilka dni. Albus przysięgał, że w takiej sytuacji będą mieli co najmniej miesiąc, zanim pojawią się pierwsze objawy. Severus doskonale zdawał sobie sprawę, z czym mają do czynienia. Mimo wszystko ta świadomość niezbyt go pocieszała. A co z dodatkową ochroną?
Nie zdawał sobie sprawy z mijanych korytarzy. W myślach zamiast tego powtarzał przepis na potrzebny mu eliksir. Czemu nie zrobił go od razu po otrzymaniu informacji? Cholera jasna!
Przyspieszył kroki, całkowicie głuchy na płacz Pomfrey. Dobrze chociaż, że Lacerta zachowała zimną krew, choć w tym przypadku nie spodziewał się innej reakcji. Jej sympatia do Granger mieściła się w minusowej skali.
— Zabiję ich wszystkich, przysięgam na krew moich rodziców! Zabiję ich wszystkich, każdego ze znakiem Śmierciożercy na ramieniu!
Wrzaski Granger usłyszał już z drugiego piętra. Poza tym chyba dało się wychwycić brzdęk tłuczonych talerzy. Na twarzach mijanych uczniów malowało się zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Severus wcale się im nie dziwił.
— Zginą wszyscy! Rozszarpię ich gołymi rękoma! – zawodzenie stawało się z każdym krokiem głośniejsze i bardziej chrapliwe.
— Kiedy tam dojdziemy, trzeba będzie pozbawić ją przytomności, żeby przestała się szamotać. Zajmij się tym, Lacerto.
— Tak jest!
Cholera, to się naprawdę nie powinno wydarzyć. To zdecydowanie za wcześnie. Już widział w swojej głowie przerażone miny jej przyjaciół i reszty uczniów.
Krzyki wzmagały się coraz bardziej i bardziej. Był przekonany, że gdy tylko dziewczyna dojdzie do siebie, ból gardła do o sobie znać. Pewnie nie wie nawet, co się teraz z nią dzieje. Bynajmniej nie podejrzewał tego.
Pomfrey zaprowadziła ich do Skrzydła Szpitalnego. Gdy tam dotarli, ujrzał Pottera i Weasleya, którzy z całych sił starali się ją przyszpilić do łóżka, ale Gryfonka zdawała się mieć nieskończone pokłady siły. Na twarzach obu malowało się przerażenie. Inni pacjenci Skrzydła spoglądali na Hermionę niepewnie, cały czas coś do siebie szepcząc.
— Petrificus Totalus. – Lacerta rzuciła zaklęcie natychmiast po zobaczeniu stanu Granger. – Doprawdy chłopcy, żaden z was o tym nie pomyślał?
— Nie chcieliśmy używać na niej zaklęć – stwierdził Weasley ze smutkiem.
Całą trójką ostrożnie podeszli do Granger. Na podłodze znajdowało się mnóstwo stłuczonego szła oraz rozlanych mikstur, które po przemieszaniu się dały dość groteskowy zapach i dodatkowo wypaliły dziurę w podłodze.
— To stało się tak nagle – zaczął Potter. – Kompletnie straciła nad sobą panowanie, co jej się mogło stać?!
Oboje popatrzyli na przyjaciółkę ze współczuciem.
— Można jej jakoś pomóc, prawda? – spytał nieśmiało rudowłosy.
Było można, tego Severus był pewien, jednak cena za to mogła okazać się dość wysoka. Severus nachylił się nad dziewczyną, spoglądając na jej twarz. Zamarła w wyrazie ogromnej wściekłości.
— Ma gorączkę – stwierdził Severus, przykładając jej dłoń do czoła. – Poppy, powiadomiłaś Albusa? – zwrócił się w stronę starszej kobiety, która za pomocą czarów usunęła rozbite szkło wraz z miksturami.
— Albusa nie ma Severusie, wezwano go do Londynu.
— Rozumiem – stwierdził. Nieobecność Dumbledore’a na pewno nie ułatwiała sytuacji. Musiał jednak pójść teraz do swojej pracowni i przyrządzić dla Granger lekarstwo. – Lacerto, zostań tu z nią póki nie wrócę. A wasza dwójka ma iść do dormitorium – spojrzał surowo na dwójkę uczniów.
— Ale profesorze! – oburzył się Weasley.
— Powiedziałem, że macie wracać do siebie – powiedział i nie czekając na odpowiedz, udał się do wyjścia.
— Koniec przedstawienia dzieciaki. – Ostatnie co usłyszał, to głos Lacerty oraz dźwięk zasuwanych kotar.

SSS
Przyrządzenie mikstury dla dziewczyny, zajęło mu więcej czasu, niż się spodziewał. Notatki pozostawione przez Albusa, okazały się dość chaotyczne i pełne symboli. Przed podaniem eliksiru, musiał zrobić kilka testów. Za pierwszym razem mikstura wyżarła połowę materiału, więc musiał zaczynać od początku.
Z przykrością i pewnym wstydem przekonał się, że nie opanował jeszcze wszystkich mikstur świata. Sprawy nie ułatwiał fakt, iż nie były to notatki sporządzone przez niego. Oryginalna receptura zapisana została w wężomowie. To co miał przed sobą było tłumaczeniem, które zostało przepisane przez Albusa. Severus nie wiedział, kto podjął się przekładu, ale mimo wszystko ufał Albusowi i wiedział, że nie pozwoli on, aby Granger umarła.
Dopiero czwarta próba zakończyła się powodzeniem, przynosząc pożądany skutek. Mikstura była ciepła, lepka, wodnista, a przy tym posiadała krwistoczerwoną barwę. Kiedy Severus powąchał ją, doszedł do niego intensywny, słodki zapach. Nie potrafił porównać tego do czegokolwiek z czym spotkał się wcześniej. Przelał część do próbówki, a resztę zabezpieczył we flakonach. Miał stuprocentową pewność, że na pewno się przydadzą.
Kiedy dotarł do Skrzydła Szpitalnego było już ciemno, a tylko przy łóżku Gryfonki zapalono świecę. Nikt poza nią  nie został na noc. Po prawej stronie Granger zobaczył siedzącą na krześle Lacertę, która wpatrywała się w nastolatkę ze znudzeniem, podpierając głowę na dłoni.
— Udało się? – zapytała podnosząc głowę. – Zaczynałam się już niepokoić, myślisz, że wyjdzie z tego?
— Ciężko stwierdzić – oznajmił. – Pierwszy raz robiliśmy coś takiego. Nie sposób przewidzieć dokładny skutek. Zdejmij z niej zaklęcie – polecił, zbliżając się do łóżka, na którym leżała Granger.
Lacerta wykonała polecenie.
Gdy tylko czar został zdjęty, ciało uczennicy opadło bezwładnie na poduszki, a z jej twarzy zniknął gniewny wyraz. Wyglądała wówczas, jakby zapadła w słodki sen. Nikt nie podejrzewałby, że kilka godzin wcześniej przysięgała zabijać Śmierciożerców. Klatka piersiowa opadała powoli i miarowo. Po chwili na twarzy pojawił się ślad uśmiechu. Szatynka poruszyła się delikatnie, ale wciąż spała.
Severus uniósł delikatnie jej głowę i zmusił do przełknięcia kilku łyków eliksiru.
To koniec jego zadań na dziś.
— Możesz już wracać do siebie – odezwał się do Lacerty. – Teraz musimy jedynie czekać, aż się obudzi. Jestem niemal pewny, że nic nie będzie pamiętała.
— Trochę mi jej nawet szkoda, wiesz? – Krukonka dalej wbijała swój wzrok w bezwładne ciało Gryfonki. – Sporo w swoim życiu przeszła.
Severus zdziwił się, słysząc te słowa. Ostatnie czego się spodziewał po Lacercie względem Granger, to uczucie litości.
— Każdy z nas nosi własny krzyż – stwierdził bez emocji. – W jej wieku robiliśmy gorsze rzeczy. Ja przekonałem się do ideologii Śmierciożerców, a ty byłaś gotowa do nas dołączyć ze względu na Lucjusza.
— Jedni się opamiętali drudzy nie – odparowała, wstając z krzesła.
Zignorował ten komentarz, nawet się z nią  nie żegnając.
Został sam z Granger. Najciszej jak mógł, podsunął sobie krzesło i usiadł na nim.
Pamiętał, jak pod koniec Wielkiej Wojny Czarodziejów przeszedł na stronę Zakonu Feniksa. Nikt praktycznie nie odnosił się niego przyjaźnie poza Albusem, Lacertą i Anną. Gdyby nie oni zupełnie nie odnalazłby się w nowej sytuacji. Lily z Jamesem wkrótce umarli. Musieli również poświęcić Annę. Nigdy nie zapomni, jak bardzo ważna dla Voldemorta była postać Anny.
W kryzysowej sytuacji Albus wymyślił, aby użyć Wrót Czasu i przenieść Annę do alternatywnej rzeczywistości. Odszukanie legendarnego miejsca zajęło Zakonowi Feniksa dwa lata. Niestety operacja przeniesienia Anny, zakończyła się katastrofą. Okazało się, że Czarny Pan odkrył to miejsce wcześniej i już zawał Pakt Wierności ze Strażnikami Czasu.
Po przekroczeniu granicy czasu, Anna po prostu zniknęła. Do dziś pamiętał jej krzyk pełen cierpienia. Widział z najdrobniejszymi szczegółami, jak przekraczała próg, a potem znika w światłości, wydając z siebie wrzask tak przerażający, że do dziś słyszał go w koszmarach.
Odnieśli wówczas z tej tragedii tylko jedną korzyść. Voldemort nie mógł stać się nieśmiertelny, ponieważ cały proces został zakłócony poprzez wprowadzenie do niego obcej osoby.
Mało który czarodziej wiedział, że do osiągnięcia nieśmiertelności potrzeba było czegoś więcej, aniżeli stworzenie horkruksów. Istniały jeszcze Wrota Czasu, które były jedyną luką w całej czasoprzestrzeni. Za ich pomocą można było zawrzeć Pakt Wierności zwany inaczej Wielkim Paktem ze Strażnikami Czasu i dostać się w dowolne miejsce, w dowolny czas lub zyskać nieśmiertelność po ukazaniu sześciu horkruksów. Symbole wyryte na tych Wrotach znajdowały się również na wszystkich Zmieniaczach Czasu. Legendy głosiły, że stworzył je sam Merlin, jako nagrodę dla swoich najsilniejszych potomnych. Żeby jednak zyskać to, czego się pragnęło, trzeba było posiadać ogromną moc, ofiarować coś wartościowego w zamian i spełnić postawione przez Strażników warunki. Severus podejrzewał, że tak naprawdę tylko Czarny Pan i Albus Dumbledore byli obecnie zdolni do jakichkolwiek negocjacji ze Strażnikami.
Gdyby tylko udało im się tam dotrzeć przed Czarnym Panem, Anna byłaby bezpieczna, wiedział o tym. Albus przecież zrobił wszystko jak należy. W wyniku ich ingerencji Voldemort nie zyskał nieśmiertelności, Anna przepadła, a  Lily i James umarli dwa dni po tej tragedii.
Severus nie był pewny, czy Zakon Feniksa wygrałby wówczas wojnę, gdyby nie Harry Potter. Voldemort nie mógł zyskać nieśmiertelności, ale dalej pozostawał silny i miał przewagę nad drugą stroną.
Cała ta wojna została tak naprawdę wygrana dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Severus wiedział, że muszą zrobić wszystko, aby tym razem nie polegać na przypadkach. Jak to jednak uczynić?
Ostatni raz skierował swoje spojrzenie na śpiącą Granger, a następnie udał się do swoich lochów.

SSS
Albus wrócił dopiero w poniedziałek rano, akurat wtedy kiedy przebudziła się Gryfonka. Tak jak się spodziewał, Dumbledore był wielce zaskoczony, że cały ten proces przebiegł tak szybko. Nie czekając na nic więcej, dyrektor zaprosił Severusa do swojego gabinetu.
— Jak to jest możliwe, skoro zapewniłem jej dodatkową ochronę? – Albus poprawił okulary. – Takie coś w ogóle nie powinno mieć miejsca – zawyrokował.
— Niestety miało – oznajmił chłodno Severus. – Lecz tak jak się spodziewałem, dziewczyna niczego nie pamięta. Powiedzieliśmy uczniom, że niedawny atak był wyrazem rozpaczy po utraconych rodzicach. Została teraz bez rodziny.
— Nie wszyscy w to uwierzą – powiedział smutno.
— Nie było lepszych pomysłów, uważasz, że powinienem wszystkich potraktować zaklęciem zapomnienia?
— Nie, oczywiście, że nie… gdzie jest kot panny Granger?
Filiżanka z czarną herbatą zatrzymała się w połowie drogi do ust Severusa. Ze wszystkich pytań, jakich mógł się spodziewać, tego akurat nie przewidział. Mina Albusa jednak okazała się śmiertelnie poważna.
— A skąd ja mam wiedzieć, gdzie jest to wstrętne kocisko? Nie śledzę Granger, jeśli chcesz wiedzieć. W każdym razie nie pałętał mi się w ostatnim czasie pod nogami. To wyjątkowo irytujące i dzikie zwierzę. Po co ci kot?
Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Wyciągnął przed siebie prawą dłoń, żeby wyciągnąć z niewielkiego opakowania jednego cytrynowego dropsa, a następnie włożył go sobie do ust.
— Ten kot jest bardzo ważny, Severusie.
Niewiele trzeba było, aby zrozumiał.
— Nie chcesz chyba powiedzieć, że… wybrałeś kota na ochroniarza?
— To nie jest zwykły kot, Severusie. I choć panna Granger nie zdaje sobie z tego sprawy, to ja wepchnąłem jej tego kota w ręce. Nigdy nie wybrała go sobie sama. Musimy się natychmiast dowiedzieć, gdzie on jest.
— Dziewczyna ma teraz lekcje. Poppy radziła jej, żeby jeszcze została na obserwacji, ale ona uparła się, że musi iść na ostatnią lekcję w tym dniu.
— Rozumiem – Dumbledore rozpromienił się. – Dziękuję, że zachowałeś zimną krew podczas mojej nieobecności – dodał nagle. – Domyślam się, że przyrządzenie tej mikstury po raz pierwszy musiało być dla ciebie ogromnym wyzwaniem. Dzięki tobie panna Granger jeszcze żyje.
— Wątpię, aby w związku z tym okazała mi wielką wdzięczność.
— Cokolwiek uczynimy, zostanie nam to wynagrodzone we właściwym czasie, Severusie. Wróciłem właśnie z zebrania w Londynie. Panuje coraz większa panika wśród czarodziejów. Będę zmuszony jutro zabrać Harry’ego z twojego szlabanu. Musimy zacząć działać.
— Co chcesz z nim zrobić?
— Harry musi poznać wroga, aby się z nim zmierzyć.
Severus zrozumiał natychmiast. Uznał to za całkiem mądre posunięcie w obecnej sytuacji.
— Rozumiem, zabieraj go kiedy chcesz – po tych słowach pożegnał się.

 SSS
Grimmauld Place 12 nie kojarzyło się Severusowi najlepiej. Gdyby miał wybór w ogóle by tam nie przychodził. Nie mógł jednak narzekać, gdyż dom ten dalej był miejscem zebrań Zakonu Feniksa, nawet po śmierci Blacka. Z tego co kojarzył posiadłość należała teraz prawnie do Pottera, mimo że ten nie skończył jeszcze siedemnastu lat.
Gdy Severus tam przybył, cały dom był już zapełniony ludźmi. Pomieszczenie oświetlało setki świec, co raczej potęgowało nieprzyjemny klimat tego miejsca. Na szczęście pozbyto się już tego krzykliwego portretu.
Rudzi bliźniacy pałętali mu się pod nogami, grając w Eksplodującego Durnia, a Molly starała się przywołać synów do porządku. Z tego co wywnioskował, przybył jako ostatni.
Potter gawędził wesoło z Weasleyem oraz Lupinem, a Tonks pokazywała najmłodszej Weasleyównie, bliźniaczkom Patil, Longbottomowi, Brown, Chang oraz Abbot jak potrafi się transformować, czym wywoływała salwy śmiechu. Nieco dalej w kącie zauważył Adama Diggory’ego rozmawiającego przyciszonym głosem z Minerwą McGonagall i Arturem. Granger natomiast siedziała obok Albusa. Dyrektor coś do niej mówił, kładąc jej dłoń na ramieniu. Dziewczyna co chwilę przecierała oczy rękawem.
To co jednak wywołało u niego największe zaskoczenie, to widok Lacerty swobodnie rozmawiającej ze swoją bratanicą.
— O jesteś już, Severusie. Bardzo się cieszymy – odezwał się Albus niemal natychmiast.
Rozmowy ucichły, wszystkie spojrzenia skierowały się w jego stronę. Granger również uniosła czerwone od płaczu oczy, ostatni raz przecierając je rękawem. Ku jego zaskoczeniu dziewczyna wstała i powoli podeszła do niego. Sięgała mu nieco poniżej ramienia.
— Dziękuję za pomoc, profesorze. Harry i Ron wszystko mi powiedzieli. Jestem bardzo wdzięczna – powiedziała i dygnęła przed nim.
— Proszę bardzo – odparł bez wyrazu. – Dobrze, że nic ci nie jest.
Granger uśmiechnęła się, a jej policzki stały się lekko czerwone, choć podejrzewał, że to przez płacz. Włosy miała dziś związane w kucyk, co spowodowało, że nie przypominały one wówczas ptasiego gniazda. Ubrana była w zwykłą, szkolną szatę. Mimo że już mu podziękowała, nie spuszczała z niego wzroku.
Czuł się co najmniej dziwnie. Uczniowie nie mieli zbyt wielu powodów do dziękowania mu, więc nikt tego nie robił. Niemniej jeśli miałby się tego po kimś spodziewać, to właśnie po Granger. Traktowała wszystkich nauczycieli z najwyższym szacunkiem. No może poza Sybillą, ale ta kobieta w ogóle nie mieściła się w żadnych kryteriach.
— Zacznijmy już zebranie – usłyszał głos Albusa.
Grenger jakby wyrwana z letargu oderwała od niego swoje brązowe ślepia i skierowała się w kierunku swoich przyjaciół.
Molly powiększyła stół zaklęciem, dzięki czemu wszyscy mogli przy nim usiąść. Severus znalazł się między Lacertą a Minerwą. Dumbledore zajął szczególne miejsce pośrodku, po czym przemówił z uśmiechem na ustach. Wszyscy słuchali go w ciszy.
— Cieszę się niezmiernie, że jesteście cali i zdrowi – zaczął, lustrując każdego uważnym spojrzeniem. – Jest to dla nas wieczór szczególny, gdyż Zakon Feniksa zyskuje dzisiaj nowych członków. W tych trudnych czasach, wsparcie dla sprawy jest szczególnie ważne. Wśród czarodziejów panuje coraz większa panika. Jestem niezwykle uradowany, iż kolejni czarodzieje pragną unieść różdżki przeciwko Voldemortowi. – Na dźwięk tego imienia większość osób wzdrygnęła się, lecz Albus zdawał się tego nie zauważać. – Chciałbym serdecznie powitać w naszych szeregach nową nauczycielkę Starożytnych Run, Lacertę Lovegood oraz nauczyciela Mugoloznawstwa, Adama Diggory’ego.
Po tych słowach nastąpiła ogólna wesołość, a wspomniani wcześniej nauczyciele wyszli na środek pomieszczenia w towarzystwie dyrektora.
Adam ubrany był w elegancką szatę w kolorach Hufflepuffu, a jego kruczoczarne włosy sprawiały wrażenie lekko rozczochranych. Lacerta natomiast dumnie kroczyła w długiej do ziemi sukni w kolorze szmaragdowej zieleni. Suknia miała niewielki dekolt oraz delikatnie odsłaniała ramiona. Lacerta w ogóle zdawała się nie przejmować bardzo wyraźną blizną na szyi. Wyraźny stukot sugerował, że musi mieć buty na niewielkim obcasie.
Severus zauważył, że siedząca kilka miejsc dalej Granger ożywiła się i ciągnąc Weasleya za rękaw koszulki, wyszeptała mu coś z przejęciem do ucha. Ten natychmiast powtórzył to Potterowi. Siedząca z drugiej strony Gryfonki Luna Lovegood w ogóle zdawała się nie zwracać na nich uwagi.
— Złapcie się teraz za dłonie. Złożycie wieczystą przysięgę.
Zrobili tak jak im nakazano. Dumbledore dotknął różdżką ich dłoni.
— Czy przysięgacie dochować wierności Zakonowi Feniksa?
— Przysięgamy – odparli jednocześnie.
Pojawiła się pierwsza ognista wstęga, oplatając ich dłonie.
— Czy przysięgacie nie zdradzać sekretów Zakonu Feniksa komukolwiek spoza jego kręgu?
— Przysięgamy.
— Czy przysięgacie zawsze działać w imię dobra?
— Przysięgamy.
— Czy przysięgacie walczyć do samego końca, nawet z narażeniem życia?
— Przysięgamy.
— Czy przysięgacie w sytuacjach szczególnie niebezpiecznych za wszelką cenę chronić Harry’ego Pottera?
— Przysięgamy.
Pojawiła się piąta ognista wstęga, która ciasno oplotła dłonie nowych członków.
Ta ostatnia kwestia była szczególnie trudna dla Pottera i Severus o tym wiedział. Każdy z nich, nawet on, a także jego przyjaciele musieli przysiąc, że będą chronić Pottera za cenę własnego życia. Wszyscy wiedzieli, że był on najważniejszą postacią w całej tej wojnie i tylko on mógł ocalić świat czarodziejów.
Do dziś pamiętał, jak Molly zanosiła się płaczem, kiedy wszystkie jej dzieci składały tę przysięgę. Musiał wtedy przygotować kobiecie eliksir uspokajający, a i tak nawet wtedy mikstura zadziałała słabiej niż powinna.
— Od tej pory choćby jednorazowe złapanie przysięgi, skutkować będzie śmiercią –  oznajmił Dumbledore. – Uznaję przysięgę za ważną i oficjalnie mianuję was nowymi członkami Zakonu Feniksa – zakończył z uśmiechem.
W pokoju zapanowała radość. Jedynie Severus i Harry zdawali się nie podzielać ogólnej wesołości. Potter w oczach Severusa wyglądał na kogoś, kto ma najszczerszą ochotę zwymiotować. W sumie mu się nie dziwił. Gdyby ludzie składali przysięgi dotyczące jego, również nie byłby zadowolony.
Wszyscy zasiedli przy stole.
— Jest jeszcze kilka ważnych kwestii do omówienia – oznajmił Albus. – Tak jak mówiłem, robi się coraz poważniej. Będąc na zebraniu czarodziejów w Londynie, dowiedziałem się, że coraz więcej czarodziejów poprzysięga wierność Voldemortowi. Dodatkowo podejrzewa się go o spiskowanie z trollami, olbrzymami, wampirami i wilkołakami. Znaleziono niedawno tajemnicze runy w  jednej z jaskiń w Północnej Szkocji. Do tej pory nie udało nam się tego rozszyfrować. Obawiamy się jednak, że może mieć to coś wspólnego z Voldemortem.
— Może mogłabym pomóc – odezwała się Lacerta. – Istnieje bardzo wiele systemów zapisywania run. Może zostały one połączone, dlatego odczytanie ich jest kłopotliwe?
Albus uśmiechnął się promiennie.
— Dziękuję moja droga, właśnie na twoją inwencję liczyłem. Byłbym niezwykle wdzięczny, gdybyś zechciała się temu przyjrzeć. – Nastąpiła krótka pauza, po czym dyrektor znów przemówił. – Właściwie większości z was chciałbym przydzielić zadania do wykonania.
— Ale ekstra! – zawołał Fred lub George. Severus nigdy nie potrafił ich odróżnić.
Matka spiorunowała ich wzrokiem, natomiast Albus uśmiechnął się.
— Tak, dla was też mam zadanie – zaczął. – Zawsze mieliście smykałkę do różnych wynalazków. Musicie stworzyć dla nas jak najwięcej eksplodujących bomb, wiem doskonale, że sprzedajecie takie w swoim sklepie.
— Się robi! – odpowiedzieli równocześnie.
— Poza tym macie jeszcze te podsłuchujące uszy, prawda? Przydadzą się nam do podsłuchiwania Ślizgonów. Wielu z nich ma rodziców Śmierciożerców, chciałbym dokładniej wiedzieć o czym rozmawiają. I byłbym wdzięczny gdybyście robili spis kto, a także co kupuje w waszym sklepie.
— Na pewno nie zawiedziemy.
— Oczywiście.
— Chciałbym, żebyście do tego wszystkiego wybrali sobie jeszcze dwóch pomocników. Ktoś musi podsłuchiwać, a ktoś inny robić z wami bomby – Albus rozejrzał się po pomieszczeniu. – Może weźmiecie brata? – skierował uwagę na Rona. – Myślę, żebyście się dogadali.
— Brzmi w porządku – ocenili, patrząc wnikliwie na młodszego brata. – Bierzemy jeszcze Lavender, ona jest dobra w podsłuchiwaniu.
— Okej, zgadzam się. – Severus usłyszał głos Brown po lewej stronie.
Nie wyglądała jednak na zbyt zadowoloną. Nie wiedziała, czy ma się cieszyć z powodu, że ktoś sam wybrał ją do drużyny, czy obrazić się za część o podsłuchiwaniu.
— Powiedźcie mi tylko dokładnie, jak to coś się obsługuje.
— Chwila… a jak zamierzacie podsłuchiwać, będąc niezauważonymi w lochach? Przecież tam bez przerwy kręcą się Ślizgoni – zauważyła przytomnie Hermiona.
Zapadło chwilowe milczenie.
— Wiem! – zawołał Harry. – Mogę wam użyczać mojej peleryny. Dzięki niej nikt was nie zobaczy.
— To wspaniały pomysł, Harry – pochwalił go z uśmiechem Dumbledore.
— Naprawdę rozstałbyś choć na chwilę ze swoją peleryną? – bliźniacy nie kryli zdziwienia.
— Severusie, zdążyłeś zrobić wszystkie mikstury o jakie cię prosiłem? – Albus zwrócił się tym razem do niego.
— Niestety nie. Zostało mi jeszcze kilka mikstur do wykończenia.
— Tak właśnie myślałem – odezwał się dyrektor po chwili milczenia. – A sprawy nie ułatwia fakt, że będę miał dla Ciebie jeszcze jedno zadanie. To bardzo ważne, aby Harry oraz jego przyjaciele opanowali Oklumencję.
Świetnie. Jak tak dalej pójdzie nie będzie się z Potterem rozstawał. Wiedział, że umiejętność ta jest dla chłopaka i jego przyjaciół bezcenna. Mimo wszystko nie wiedział, jak ma pogodzić ze sobą wszystkie te obowiązki. Przecież się nie rozdwoi.
— Wiem Albusie, że…
— Chciałbym, abyś wyznaczył sobie pomocnika do wytwarzania eliksirów. Nie jest to dobra rada lecz polecenie. Od ciebie zależy kto to będzie, ale nie możesz od teraz działać sam. Masz wybrać ucznia, który będzie ci pomocą nie zawadą i na którego zrzucisz odpowiednio dużo obowiązków. Będę wiedział, kiedy pracujesz sam – ton Dumbledore’e był niezwykle poważny. W takich chwilach nie przypominał w ogóle miłego staruszka, który częstuje wszystkich cytrynowymi cukierkami.
Severus nawet zauważył, iż niektórzy uczniowie wpatrują się w Albusa z szokiem wypisanym na twarzy.
— Daj mi trochę czasu do namysłu. – Wiedział, że starzec nie zrezygnuje ze swojego postanowienia, nigdy tego nie robił. Wszelkie kłótnie i awantury na nic by się nie zdały.
Albus uśmiechnął się wesoło.
— Zdaję sobie sprawę, że już wiesz, kto jest najlepszy z Eliksirów, tylko nie chcesz tego powiedzieć publicznie. Nigdy nie chwalisz swoich uczniów za ich osiągnięcia, prawda Severusie? Chciałbym aby wszystko zostało ustalone.
— Na bank weźmie Hermionę, kto inny by się do tego nadawał? – usłyszał cichy szept gdzieś z lewej strony.
Kąciki ust Severusa uniosły się lekko ku górze.
— Taka decyzja to dość poważna sprawa – odezwał się. Wszyscy inni milczeli. – Myślałem, że będę miał chociaż trochę czasu. Jednak nie pozostawiasz mi zbyt wiele opcji do wyboru, mógłbym się tego spodziewać. Dobrze więc. Od jutra Luno Lovegood masz się stawiać w moim gabinecie codziennie po kolacji.
— Ale że co? – Ronald Weasley nie krył zdziwienia. – Od kiedy Luna jest dobra w Eliksirach?
Severus rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu. Każdy wydawał się choć trochę zaskoczony. Jedynie młodsza Lovegood miała uśmiech na twarzy i wpatrywała się w niego trochę nieobecnym wzrokiem.
Od pierwszego zrobionego eliksiru widział w tej dziewczynie potencjał. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie tak odciętej od świata, że obawiał się co lekcje groźnych wybuchów z jej udziałem. Zaskoczyła go jednak, bo w całym tym swoim dziwnym zachowaniu, przyrządzała niemal idealne eliksiry. Rzadko zaglądała do książki i w przeciwieństwie do Granger zdawała się kierować w Eliksirach intuicją. Tak jakby podświadomie wiedziała, jaki powinna otrzymać rezultat końcowy. Często gdy spoglądał na nią w czasie zajęć, okazywało się, że ma zamkniętą książkę, a dodatkowo mamrocze coś do siebie pod nosem. Nierzadko się też uśmiechała, co budziło w Severusie lekki niepokój.
Zawsze też gdy oddawała wypracowania, przekonywał się, że pisze własnymi słowami i nie odczuwa przepisania połowy książki tak jak Granger. Kiedy pierwszy raz przeczytał jej własne przemyślenia w pracy domowej, był w ciężkim szoku. Niejednokrotnie dość długo analizował jej wypracowania, na końcu uznając, że ta dziewczyna ma świętą rację. Lubił jej nietypowy sposób myślenia. I choć była niewątpliwie ekscentryczna i trochę szalona, to twierdził, że świat Eliksirów potrzebuje takich charakterów, żeby nieustannie się rozwijać. Nie wątpił, że młoda Lovegood mogłaby w przyszłości wymyślać własne mikstury.
— Lubię eliksiry – stwierdziła beztrosko Krukonka. – Są wyjątkowo magiczne. Tata mi zawsze powtarzał, że kiedy Gnębiwtryski zaatakują człowieka, to najlepiej wtedy przyrządzić Eliksir Mózgowy Baruffia.
— To on jednak działa? Chcieliśmy go kupić z Ronem, ale Hermiona mówiła, że to oszustwo – odezwał się zaskoczony Potter.
— Bo oszustwo, chcieliście je kupić przed SUMami – oburzyła się Granger.
— Ależ oczywiście, że działa – odpowiedziała spokojnie Lovegood. – Bardzo pobudza myślenie.
Severus przypuszczał, że współpraca z tą dziewczyną będzie niewątpliwie nowym doświadczeniem. Przy wyborze kierowała nim ciekawość, co też jeszcze może ona wymyślić w związku z eliksirami. Przy okazji nie wątpił, że mikstury będą robione właściwie i jak najszybciej.
Jeśli chodzi o podejście do mikstur Lovegood przypominała mu trochę jego samego, gdy zaczął się nazywać Księciem Półkrwi.
— To skoro kolejną rzecz mamy ustaloną, chciałbym, aby Hanna Abbot oraz Neville Longbottom pomagali profesor Sprout w jej szklarniach, tak często jak to tylko możliwe. Do eliksirów potrzeba wielu roślin, więc każda dodatkowa ręka do pracy w szklarni będzie bardzo cenna.
Longbottom zaczerwienił się po same czubki uszu, najwidoczniej czując się niezwykle wyróżniony. Hanna Abbot jedynie pokiwała głową na znak zgody.
— Zgłoście się do profesor Sprout jutro po zajęciach. Wszystko wam wytłumaczy. Została już wcześniej przeze mnie powiadomiona. Nie musicie się niczego obawiać. To ona was wyznaczyła. Niestety nie mogła być dzisiaj z nami. Przybędzie do Hogwartu jutro z samego rana – poinformował Dumbledore poprawiając na nosie swoje okulary połówki.
W domu zaczęło robić się zimno, za oknem zaczął lać deszcz. Severus otulił się ciaśniej płaszczem. Nagle zaczął mieć złe przeczucia. Rozejrzał się uważnie po pokoju, ale nic się nie zmieniło.
— Adamie – zwrócił się teraz do nauczyciela Mugoloznawstwa. – Dla ciebie mam zadanie szczególnie ważne. Odwiedzisz naszego starego przyjaciela Haracego Slughorna i przekonasz go do powrotu. Jest nam teraz niezwykle potrzebny w Hogwarcie.
— To będzie trudne zadanie, dyrektorze – odezwał się Diggory z zakłopotaniem. – Na kiedy mam być dokładnie gotowy? – starał się brzmieć pewnie, ale jego oczy zdradzały, że nie za bardzo podoba mu się ta misja.
— Masz czas do końca tego tygodnia, aby wyruszyć. Chciałem zabrać tam Harry’ego jednak z uwagi na fakt, że Harry będzie ćwiczył Oklumencję oraz miał zajęcia ze mną, nie zrobię tego.
Adam usłużnie pokiwał głową i wycofał się.
— Ja pana pamiętam – odezwała się nagle Hermiona. – To pan powiedział mi, że przyjęto mnie do Hogwartu i zabrał wraz z rodzicami na Pokątną.
— Dobra pamięć, Hermiono – uśmiechnął się do niej. – Jak zdążyłem zauważyć podoba ci się w szkole.
— Miał pan całkowitą rację, mówiąc o Hogwarcie – oznajmiła mu. —  I to bardzo miłe, że podarował mi pan „Historię Hogwartu”.
— Nie ma za co, wiem, że bardzo ci pomogła – odpowiedział.
— Chciałbym jeszcze coś powiedzieć – uciszył ich ręką Dumbledore. – Niebawem kończymy, jednak chciałbym, aby na nowo powstał Klub Pojedynków. To bardzo ważne, abyście ćwiczyli się w sztuce walki. Zajęcia te prowadzić najczęściej będą; nowa nauczycielka Obrony, profesor Tonks oraz Remus Lupin. To właśnie na te zajęcia muszą kłaść szczególny nacisk ci, którzy nie dostali żadnego innego przydziału. Z początku lekcje te będą odbywać się w weekendy w Pokoju Życzeń zaraz po obiedzie. Mam nadzieję, że się do nich przyłożycie. Nie oznacza to jednak, że pozostali mają całkowicie je zignorować. W miarę możliwości prosiłbym, aby podejść do tego bardzo poważnie.
Hermiona podniosła rękę. Na jej twarzy malowało się głębokie rozczarowanie.
— Tak, panno Granger? – spytał zaskoczony Albus.
— Eee, nie chciałabym być niegrzeczna, ale… hmm… nie ma pan dla mnie jakiegoś zadania do wykonania?
— Spokojnie Hermiono, nie zapomniałem o tobie – uśmiechnął się. – Chciałem jednak najpierw powiedzieć o Klubie Pojedynków. – Albus znów poprawił okulary na nosie. Ty moja droga będziesz pomagała profesor Lovegood w rozwiązywaniu szyfrów. Z tego co mi wiadomo jesteś najlepsza w Starożytnych Runach.
— Nie potrzebuję pomocy – Lacerta nagle wstała z miejsca. – Dyrektorze, myślę, że sama dam radę rozszyfrować te runy – powiedziała pewnie. Widać było, że nie chce współpracować z Granger. – Zwykle działałam sama – oznajmiła trochę spokojniej.
— Spokojnie Lacerto, wiem dobrze, że jesteś indywidualistką. Pamiętaj jednak, że Severus również najczęściej działa w pojedynkę, a teraz potrzebuje pomocnika. Nie chcę, żeby ktokolwiek działał indywidualnie. Zakon Feniksa to przede wszystkim nasza praca zespołowa. Zapewniam cię, że panna Granger będzie pomocą nie zawadą, to bardzo kompetentna uczennica.
— No dobrze, zrozumiałam – oznajmiła, ciężko wypuszczając powietrze z płuc. – Kiedy mamy wspólnie zacząć pracować nad tym szyfrem?
— I taka postawa mi się podoba. Współpraca to bardzo ważna umiejętność dla każdego czarodzieja – ucieszył się. – W najbliższy piątek wyruszycie świstoklikiem do Północnej Szkocji i osobiście wejdziecie do jaskini. Oczywiście wyznaczę wam odpowiednią ochronę. Do tego czasu powinni przybyć kolejni Aurorzy z ministerstwa.
Z tego co zauważył Severus dzisiaj wraz z Nimfadorą Tonks przybyło do Hogwartu trzech Aurorów, którzy już teraz strzegli dodatkowo głównego wejścia. Świadomość, że miało być ich jeszcze więcej uspokoiła go trochę.
— Przyjęłam – odezwała się znów Lacerta. – Będziemy pracować razem.
— Znakomicie – Albus klasnął w ręce. – Spotkanie uważam za zakończone. O dacie kolejnego zostaniecie powiadomieni przez monety.
Każdy ze członków posiadał magiczną monetę, która zaczynała parzyć, o ile Dumbledore chciał się z kimś skontaktować. Jeśli jarzyła się ona powyżej pięciu sekund, znaczyło to, że spotkanie ma odbyć się tego samego dnia wieczorem. Jednak takie sytuacje były niezwykle rzadkie. Zazwyczaj byli o nich powiadamiani z kilkudniowym wyprzedzeniem.
Severus widział właśnie, jak Albus wstaje, aby wręczyć Lacercie i Adamowi ich monety oraz wytłumaczyć ich działanie. Przyglądali się im bardzo uważnie, po czym schowali do kieszeni szat. Obiecał sobie, iż niezwłocznie powiadomi Lovegood, kto jest pomysłodawcą zaczarowanych monet.
— Arturze, w dalszym ciągu jesteś naszymi oczami i uszami w Ministerstwie. Wszystkie podejrzane rozmowy jakie usłyszysz, proszę, abyś natychmiast przekazywał mnie.
— Oczywiście, Albusie.
— Skoro wszystko zostało wyjaśnione, to pewnie jesteście piekielnie głodni – odezwała się w końcu Molly. – Myślę, że pora zjeść kolację – oznajmiła, po czym jednym ruchem różdżki wyczarowała jedzenie na talerzach. – Jedzcie ile chcecie, wszystko przyrządzałam sama na dzisiejsze spotkanie.
— Wygląda niesamowicie, Molly – przyznał Albus, po czym wszyscy zabrali się do jedzenia.
Reszta wieczoru minęła we względnym spokoju, biorąc pod uwagę, że Weasley’owie  to dość hałaśliwa rodzina. Severus starał się mówić jak najmniej, bo przywykł do jedzenia w ciszy. Jednak, gdy miało się u boku Lacertę, zachowanie milczenia graniczyło z cudem. Odpowiadał więc monosylabami na jej pytania.
Kiedy wszyscy się już najedli oraz napili, Grimmauld Place 12 zaczęło powoli pustoszeć.
— Gratuluję wyróżnienia przez profesora Snape’a – usłyszał cichszy niż zazwyczaj głos Granger, gdy zbierał się do wyjścia.
Odwrócił się. Dziewczyna znajdowała się na drugim końcu pokoju w towarzystwie Luny Lovegood i właśnie zarzucała sobie torbę na ramię. Widać było, że jest rozczarowania.
— Oh, to przecież nic takiego. Ty również masz bardzo miłe zadanie, Hermiono – powiedziała blondynka jak zwykle rozmarzonym głosem.
Severus nie czekając na dalszą część tego dialogu, wyszedł z mieszkania, a następnie aportował się blisko terenów Hogwartu.

Bardzo, bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność. Wynikała ona z moich problemów w życiu osobistym. Myślę jednak, że powoli wychodzę już na prostą. Rozdział w najbliższym czasie zostanie jeszcze przeczytany i zbetowany. Pozdrawiam was serdecznie. Założyłam jeszcze konto na fanfiction net jeśli ktoś woli tam czytać. Klik

4 komentarze:

  1. Hej, dopiero zaczęłam czytać i bardzo mi się podoba twój blog, opowiadania! :) Czekam na następny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, rozdział jest w trakcie tworzenia ;)

      Usuń
  2. Super się czyta. Czekam na ciąg dalszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział jest w przygotowaniu. Dziękuję bardzo za miłe słowo :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie komentarz. To zawsze motywuje i pozwala się doskonalić. Dla Ciebie kilka minut. Dla mnie wynagrodzenie za ciężką pracę :)